facebook
Jak zrobić coś z niczego PDF Print Adres email
Kultura
Poniedziałek, 21 maja 2012 12:46

b_150_100_16777215_0___images_stories_2012-05_zrobic.jpgPryzmatsi najpierw zaskarbili sobie jurorów, potem internautów, którzy głosowaniem zdecydowali o ich zwycięstwie. Niespełna pół roku później nagrali już płytę, która jeszcze na kilka tygodni przed sprzedażą została oznaczona Topem swojej kategorii. Znalazła się tym samym na liście muzycznych bestsellerów Empiku.

 

To jest krótka historia sukcesu żywieckiego zespołu. Na początku 2011 roku The Pryzmats wydali EP-kę pt. Balon. Kilka miesięcy później muzycy wzięli udział w konkursie Make More Music, organizowanym przez Empik. Do rywalizacji, w której główną nagrodą był kontrakt z wytwórnią Sony Music Poland, stanęło 900 uczestników. Pryzmatsi najpierw zaskarbili sobie jurorów, potem internautów, którzy głosowaniem zdecydowali o ich zwycięstwie. Niespełna pół roku później nagrali już płytę, która jeszcze na kilka tygodni przed sprzedażą została oznaczona Topem swojej kategorii. Znalazła się tym samym na liście muzycznych bestsellerów Empiku. Premiera płyty miała miejsce 30 kwietnia, machina promocyjna już ruszyła.

Krzysztof Batman JarosiewiczW skład zespołu wchodzą Jakub Mrowiec (perkusja), Dariusz Fijak (instrumenty klawiszowe), Sebastian Kret (gitara elektryczna), Wojciech Smółka (gitara basowa), Łukasz „Biouy” Tomaszek (rap) i Krzysztof „Batman” Jarosiewicz (rap). Rozmawiamy z Krzysztofem Jarosiewiczem.

Nowa płyta „Coś z niczego” ujrzała właśnie światło dzienne. Opowiedz o niej.
W przeciwieństwie do EP-ki „Balon”, na tej płycie będzie bardziej różnorodnie. Wcześniejszy materiał był optymistyczny, wesoły, a tutaj jest trochę więcej miejsca na melancholię, czy poważniejsze brzmienie.   Oczywiście na nasz sposób, bo przecież nie jesteśmy super poważnymi ludźmi.

Ile mieliście swobody w stworzeniu i nagraniu tego materiału?
W kwestiach artystycznych  mieliśmy pełną swobodę. Nie mieliśmy natomiast swobody jeśli chodzi o termin. Premiera miała być 30 kwietnia, ponieważ początkiem maja rusza druga edycja konkursu. Empik nie mógł sobie pozwolić na to, żeby laureat pierwszej edycji nie zdążył wydać płyty nim ruszy druga. Od momentu, kiedy wygraliśmy konkurs wszystko potoczyło się więc bardzo szybko. Zdążyć nie było łatwo.

Album nagraliście metodą „na setkę”. Na czym to polega?
Cały band gra tak jak na koncercie. Wszyscy jednocześnie grają swoją partię i całość rejestrowana jest w jednym momencie. Do tej pory byliśmy utwierdzeni w przekonaniu, że nagrywanie osobno każdej partii jest lepszym pomysłem, daje czystsze, bardziej selektywne brzmienie. Zdarzały się jednak opinie, że nagrany przez nas w ten sposób pierwszy album, był zbyt grzeczny. Spróbowaliśmy wiec starej metody na setkę i jesteśmy zadowoleni, choć niektórzy śmiali się, że nagranie całej płyty zajęło nam mniej czasu niż normalnie poświęca się na nagranie jednego utworu.

Czy tą płytę da się zaszufladkować w jakiś jeden gatunek muzyczny?
To jest hip-hop, ale grany z całym instrumentarium, z żywym bandem. Każdy z nas czerpie z czego innego słuchamy różnych, skrajnych nieraz gatunków muzycznych i każdy gdzieś to w tym graniu przejawia. Słychać na tej płycie sporo neosoulu, jazzu, bo idziemy trochę w kierunku chilloutowego brzmienia. Stawiamy na pulsacyjne brzmienia, do bujania na fajną pogodę.

Co otrzymaliście w ramach kontraktu?
Nagranie dwóch płyt i opiekę wytwórni.

Promocja…
Owszem, ale bez jakichś wielkich kampanii. Obraliśmy sobie pewien cel i tego się trzymamy. Polski rynek fonograficzny rządzi się swoimi prawami i wiemy gdzie jest nasze miejsce. Naszym patronem medialnym jest radiowa Czwórka, raz ze względu na stylistykę, bo grupą docelową tego radia jest młodzież i takie okołoklubowe brzmienia bardzo często tam śmigają, a dwa, że Czwórka to również telewizja. Nasz singiel będzie emitowany z klipem.

Co dalej? Trasa koncertowa?
Póki co mamy fajną promocję w Empiku. Będą spotkania w ich salonach, minikoncerty. Jesteśmy też w trakcie ustalania koncertów. Trasa powoli nabiera kształtu. Nie ukrywamy, że termin jest ciężki, bo pozamykane są już drogi do letnich festiwali, czy imprez typu juwenalia. Większa trasa – klubowa - wypadnie pewno na jesień. Na najbliższe tygodnie mamy już ustalonych kilka koncertów. Pierwszym koncertem promocyjnym będzie Piwiarnia Żywiecka. Zagramy 5 maja już tydzień po premierze, więc nasi słuchacze mają trochę czasu, żeby się nauczyć tekstów, a potem śpiewać z nami refreny (śmiech).

Macie patent na wydawanie płyt. To już druga płyta, którą ktoś wam sfinansował. Może więc nie jest tak źle. Jak się ruszy głową, to się uda, wbrew mitowi, że są tysiące kapel, a tylko nielicznym się udaje.
Może. Z drugiej strony mamy w hiphopowych klimatach przykłady artystów, którzy tworzą w podziemiu i wydają własnym sumptem płyty, jedynie gdzieś w obiegu internetowym. To właśnie ci wykonawcy uważani są za świeżą krew i najlepszą część sceny hiphopowej. Może w sklepach nikt tych płyt nie sprzedaje, ale naprawdę wielkie nakłady schodzą w przestrzeni internetowej. Podobnie jest z koncertami. Grupy, które nie mają oficjalnego wydawnictwa, są też bardzo często zapraszane.

Underground jest mocno związany z hip-hopem, gatunkiem, który stoi w opozycji do systemu. Kontrakt z wytwórnią może wręcz negatywnie zaciążyć na wizerunku takiego zespołu. Ale wy chyba nie jesteście typowo hiphopową kapelą.
Nie jesteśmy stereotypową kapelą hiphopową. W USA jeśli są koncerty raperów-legend, wszyscy grają z bandem. A u nas, jest taki stereotyp - jeśli my gramy z zespołem to nie jest to już czysty hip-hop. Abstrahując nawet od brzmienia. Liczą się atrybuty. Dla wielu artysta hip-hopowy to jest raper z mikrofonem na scenie i dj z gramofonem za nim. I tylko tyle.

Jaka cena płyty?
36,90 zł.

To dużo, czy mało?
Nam się wydaje, że dużo, ale nie mieliśmy na to wpływu.

A jaka waszym zdaniem byłaby odpowiednia?
Myślę, że, aby zachęcić do zakupu płyty debiutanta, 29,90 zł byłoby w sam raz. Ale wiemy, że i tak zainteresowanie jest spore. Na razie jest to płyta oznaczona Topem przedsprzedaży w Empiku. Zostawiamy płytę, ale nie odchodzimy od hip-hopu.

W ubiegłym roku zaangażowałeś się w organizację festiwalu „Hip-hop na Żywca”. Jakie wnioski?
Po pierwsze zeszłoroczna impreza była robiona w ekstremalnie szybkim tempie. Jakimś szczęśliwym trafem artyści, których zaprosiliśmy, mieli wolne terminy i mogli do nas przyjechać. Współpracowaliśmy i z miastem, i z Piwiarnią Żywiecką i jak widać pomimo drobnych niedociągnięć i krótkiego czasu na organizację impreza zakończyła się sukcesem.

Bo publika dopisała…
Dopisała. Liczyliśmy że jak się zjawi 2-3 tys. osób, to będzie super. Wiemy jak w Żywcu imprezy i koncerty są obsadzone. Okazało się jednak że było ponad 5,5 tys.

Czego, albo raczej kogo, możemy się spodziewać w tym roku?
Headlinerem imprezy będzie Molesta Ewenement, będzie Eldo i młodsza, ale bardzo utalentowana generacja VNM i  Te-Tris oraz  The Pryzmats, jako ambasadorzy festiwalu. Na razie tyle możemy zdradzić. Miał być O.S.T.R., ale w ostatniej chwili musieliśmy zmienić te plany.

To pytanie ci się nie spodoba, ale zadam je na koniec. Jak oceniasz żywiecką scenę muzyczną?
Bardzo duży potencjał, mnóstwo zespołów, tylko nie ma gdzie grać. Brak w mieście klubu muzycznego z prawdziwego zdarzenia. Dlatego warto promować takie imprezy jak Browar Rock Festiwal, Hip-Hop na Żywca, czy Spotkania z Muzyką w Gilowicach. Miasto jest małe, nie oszukujmy się, a to może być przyczyną niezdrowych relacji. Jedni patrzą na drugich, że tym się udało, tym nie. Nam też to pewno nie pomoże. Jak nam się uda, powiedzą że złapaliśmy pana Boga za nogi i teraz nam woda sodowa uderza do głowy, a jak się nie uda, to też będzie gadanie. A tak naprawdę dla nas najważniejsze jest to, że nagraliśmy płytę i nie musieliśmy w to wkładać naszych ciężko zarobionych pieniędzy. To najlepsza płyta na jaką było nas stać, będziemy się starać promować swój materiał, ale to czy się to ludziom spodoba, czy będziemy grani w radiu, czy zagramy większy koncert, nie zależy już od nas. Jesteśmy takimi samymi ludźmi jak pół roku temu, jak rok temu i mam nadzieje, że tak zostanie. Zmieniły się tylko okoliczności.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Tomasz Matlakiewicz

 

Dodaj swój komentarz

Imię :
Komentarz :