facebook

Liberator znaczy „niosący wolność” PDF Print Adres email
Historia
Czwartek, 08 października 2009 10:43

W 65-tą rocznicę awaryjnego lądowania w Jeleśni amerykańskiego bombowca, B-24 „Liberator”, przed tutejszym urzędem gminy odsłonięto pomnik upamiętniający to dramatyczne wydarzenie.

liberUfundował go Jan Suchoń, który w 1944 roku w Jeleśni, jako dziesięcioletni chłopiec, na własne oczy widział spadający bombowiec. Chce w ten sposób uczcić pamięć bohaterskiej załogi. - Tym ludziom należy się podziękowanie. Ponieważ nikt tego przede mną nie zrobił, więc zrobiłem ja - tłumaczy. - Gdzieś ich wiozą na kraj świata. Nie znają dobrze geografii tego terenu. Amerykanie o Polsce nic nie wiedzą, nagle ich ładują do pudła samolotu i każą walczyć. Oni giną. Tak jak w wierszu Yaetsa, który wyryliśmy na pomniku: nie nienawidzą tych, z którymi walczą i nie kochają tych, których bronią.
Pomnik, zaprojektowany przez Krzysztofa Rojka i Arkadiusza Sordyla, uroczyście odsłonięto w niedzielę 13 września. Dokładnie 65-lat po tym jak John Wegener, pilot trafionego przez niemiecką obronę przeciwlotniczą Liberatora, zmuszony był awaryjnie lądować na polach Jeleśni. Samolot, nazwany przez załogę „Dinah Might” został trafiony podczas nalotu na zakłady chemiczne IG Farben w Oświęcimiu. Pocisk uszkodził dwa silniki, samolot zaczął gwałtownie tracić wysokość. Odłamki ciężko raniły drugiego pilota Lestera Portera Juniora. Załoga tuż przed lądowaniem wyrzuciła go na spadochronie nad Przyborowem. Zmarł z upływu krwi po wylądowaniu. Miał 23 lata. Z samolotu zdążyło wyskoczyć jeszcze czterech członków załogi. Po wylądowaniu dostali się do niewoli niemieckiej. Kiedy wysokość była już na tyle mała, że skok ze spadochronem nie był już możliwy, dowódca John J. Wegener zdecydował się na lądowanie awaryjne. Tuż przed lądowaniem zrzucono awaryjnie dwie bomby, które zostały w komorze samolotu. Z korpusu jednej z nich po wojnie zrobiono dzwon, który do dziś wisi w kaplicy w Przyborowie. Samolot lądując z prędkością 150 km/h po kontakcie z ziemią przełamał się na pół. Dwóch z pięciu pozostałych na pokładzie pilotów Leo Deitz i Leuther Davis zginęli. Pozostała trójka dostała się do niewoli. Po wojnie Amerykanie wrócili do kraju. Dziś wiemy dużo na temat tamtych wydarzeń dzięki książce Piotra Suchanka i Stanisława Suchanka, którzy w 2007 roku wydali opracowanie pt. „Liberator” w Jeleśni. Zawiera ono miedzy innymi relacje świadków lądowania i samych członków załogi.
Obecny na uroczystości Szymon Serwatka, autor wielu publikacji w prasie lotniczej i historycznej, który od trzynastu lat zajmuje się historiami lotniczymi w ramach projektu Aircraft Missing In Action podkreśla, że Liberatory odgrywały rolę nie tylko militarną. - Nazwa Liberator, oznaczająca w języku angielskim „niosącego wolność” była bardzo trafna. Nie zawsze chodziło tylko o to, żeby zbombardować obiekt. Odgłos tych samolotów przynosił nadzieję tym, którzy cierpieli w niewoli i pod okupacją. Na przykład więźniom Oświęcimia - tłumaczy. Serwatka nawiązał kontakt z Lisą i Kristi - córkami Charlesa Keutmana, jednego z pilotów. - Od dzieciństwa słuchałyśmy opowieści naszego ojca o wojnie, a najbardziej niesamowite i niezapomniane dla nas były jego przeżycia związane z zestrzeleniem i niewolą. Jesteśmy wdzięczne wszystkim, którzy stworzyli ten pomnik. To bardzo wzruszające, że tak znaczące wydarzenie w życiu naszego ojca jest tak uroczyście obchodzone - piszą w prywatnej korespondencji.
Wdzięczność wyrażał również Allen Greenberg, Konsul Generalny USA w Krakowie, który przyjechał do Jeleśni, aby wziąć udział w odsłonięciu pomnika. - Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do zachowania pamięci o Liberatorze. W imieniu narodu amerykańskiego dziękuję fundatorowi pomnika, Janowi Suchoniowi oraz wójtowi Władysławowi Mizi za pomoc w zorganizowaniu tej imprezy oraz wszystkim mieszkańcom gminy Jeleśnia, za kultywowanie pamięci o bohaterach. Pamięć o historii i bohaterach jest częścią naszego wspólnego dziedzictwa - mówił podczas uroczystości.

Tomasz Matlakiewicz

Korzystałem z książki Piotra Suchanka i Stanisława Suchanka „Liberator” w Jeleśni, Żywiec 2007.



Załoga Liberatora

Pilot: ppor. John Wegener - wylądował awaryjnie w samolocie, ranny w głowę podczas lądowania. Dostał się do niewoli po wylądowaniu.
2. Drugi pilot: ppor. Lester Porter, Jr. - Ciężko ranny nad celem w Oświęcimiu, wyrzucony na spadochronie nad Przyborowem. Zmarł z upływu krwi po wylądowaniu. Pochowany na cmentarzu w Żywcu 15.09.1944 r. 21.10.1947 r. jego ciało ekshumowano i przewieziono do USA.
3. Nawigator: ppor. Leo Deitz - zginął podczas awaryjnego lądowania w Jeleśni. Pochowany na cmentarzu w Żywcu 15.09.1944 r. 21.10.1947 r. jego ciało ekshumowano i przewieziono do USA.
4. Bombardier: ppor. Charles Keutman
- Wylądował awaryjnie w samolocie. Dostał się do niewoli po wylądowaniu. 5. Inżynier pokładowy (strzelec górny): st. sierż. Leuther E. Davis - zginął podczas awaryjnego lądowania w Jeleśni. Pochowany na cmentarzu w Żywcu 15.09.1944 r. Ciało ekshumowano 21.10.1947 r. i przewieziono do USA.
6. Radiooperator (strzelec boczny): st. sierż. Dick Sillavan - wyskoczył na spadochronie nad Sopotnią Małą. Dostał się do niewoli po wylądowaniu.
7. Inżynier pokładowy (strzelec boczny): sierż. Howard Luzier - wyskoczył na spadochronie nad Sopotnią Małą. Dostał się do oddziału partyzanckiego, gdzie przebywał dwa miesiące. Do niewoli dostał się na terenie Słowacji 10.11.1944 r.
8. Strzelec przedni: kpr. James Creamer
- wylądował awaryjnie w samolocie. Ranny podczas lądowania w nogę. Dostał się do niewoli po wylądowaniu.
9. Strzelec dolny: st. sierż. Floyd O. Gossett - wyskoczył na spadochronie nad Sopotnią Małą. Dostał się do niewoli po wylądowaniu.
10. Strzelec tylny: sierż. James McCormick
- wyskoczył na spadochronie nad Sopotnią Małą.
Dostał się do oddziału partyzanckiego, gdzie przebywał trzy miesiące. Do niewoli dostał się na terenie Słowacji 21.12.1944 r.

Drugi Liberator eksplodował nad Zygodowicami

W tej samej misji uczestniczył również drugi z trafionych Liberatorów. Samolot o nazwie Hells Angel został ciężko uszkodzony nad celem. Pięciu członków wyskoczyło na spadochronach. Sześciu pozostałych lotników zginęło w samolocie eksplodującym nad Zygodowicami w okolicach Wadowic. W katastrofie zginęła również poparzona płonącym paliwem Maria Cichoniowa z miejscowości Tłuczań.

TOMA

Więcej na ten temat:

Więcej na ten temat w wywiadzie z Allenem Greenbergiem, Konsulem Gneralnym USA w Krakowie.

 

Dodaj swój komentarz

Imię :
Komentarz :